Zawał siatkówki - przypadek medyczny
Pani X mierzyła się z zaburzeniami wzroku, które w efekcie doprowadziły do jego częściowej utraty. Czy lekarze znajdą przyczynę problemu?
Chory z przeświadczenia
Ludzie, którzy ciągle myślą, że na coś chorują są prawdziwym problemem. Czy można coś na to poradzić?
Fascynujące zdjęcia rentgenowskie
Czyli opowieść o tym, co można w człowieku znaleźć.
Twój własny internet
Każdy z nas widzi w sieci różne informacje

piątek, 26 maja 2017

Rzeczy irytujące

Jakub Bączyński

Irytuje nas wiele rzeczy: dźwięki, zapachy, współmałżonek itd. Joe Palca i Flora Lichtman postanowili zagłębić się w świat irytologii, by przedstawić próby odpowiedzi na pytanie o podłoże irytacji. Należy mieć jednak świadomość, że książka nie prezentuje jednego, pewnego rozwiązania, gdyż, jak wskazują sami autorzy, irytacja nie jest pierwszoplanowym tematem w psychologii, nie istnieje też naukowiec-irytolog, który mógłby skupić się na jej badaniu. Tak więc wszelkie wnioski z przeprowadzonych eksperymentów, a także proponowane teorie to jedynie propozycje rozwiązania problemu.

Autorzy przedstawiają szerokie spektrum irytujących zjawisk w tym, chyba najczęstsze, rozmowę przez telefon w tramwaju czy autobusie. Wyjaśniają, że słysząc tylko jednego rozmówcę, nasz mózg nie jest w stanie przewidzieć kolejnej wypowiedzi, co powoduje irytację. Dodatkowo mamy świadomość, że ten semilog kiedyś się skończy, ale nie wiemy kiedy, co tylko dolewa oliwy do ognia. Przyczyną tego, że coś nas irytuje może być też ewolucja i, co wydaje się być oczywiste, geny i środowisko. 

Cieszy, że Palca i Lichtman szeroko spojrzeli na temat irytacji oraz przedstawili różne eksperymenty prowadzące do ciekawych wniosków na temat przyczyn tego zjawiska. Jednak podczas czytania książki sam się zirytowałem, co zapewne nie było celem autorów. Czytając opis gry w baseball (a należy dodać, że nigdy się nim nie interesowałem) nie byłem w stanie wyobrazić sobie rzeczywistej rozgrywki, a pojęcia takie jak hit na dwubazę nie ułatwiały mi zadania.

Należy też wspomnieć o pewnym micie powielonym w tej książce. Autorzy sugerują, że czerwony kolor wyzwala w bykach agresję i dlatego te atakują, choć w rzeczywistości to nie kolor a ruch ma tutaj znaczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę warto przeczytać. Trzeba mieć jednak na uwadze, że nie da nam ona ostatecznej odpowiedzi na kluczowe pytanie, a jedynie pozwoli zapoznać się z wieloma prawdopodobnymi teoriami dotyczącymi przyczyn irytacji. 

piątek, 19 maja 2017

Wyleczmy raka domowym sposobem!

Jakub Bączyński

Po raz kolejny przyjrzymy się pewnym nieścisłościom naukowym i brakowi wiedzy, tym razem zajmiemy się kwestią nowotworów.



Jak widać na załączonym obrazku, mamy do czynienia z powtarzającym się wśród zwolenników pseudonauki schematem, według którego przyczyną wszystkich dolegliwości są toksyny. Nie wiadomo jakie, nie wiadomo skąd, ale na pewno występują w organizmie prowadząc do nowotworów i wielu innych schorzeń. Naturalnie prawidłową terapią (należy dodać: jedyną!) jest zmiana diety oraz, co również niezbędne, stosowanie witaminy C. 

Ale do rzeczy. Jeśli chodzi o magiczną dietę leczącą raka - taka nie istnieje. Warto jednak zaznaczyć, że prawidłowe odżywianie się oraz ograniczanie używek zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworu. Natomiast sama dieta nie sprawi, że nagle ozdrowimy - nie ma na to żadnych naukowych dowodów pochodzących z rzetelnie przeprowadzonych eksperymentów. 
A oto ciekawy artykuł przedstawiający jedną z magicznych diet: LINK

Kwestia witaminy C jest nieco ciekawsza, bo istnieje pewna udokumentowana próba, w której duże dawki tego związku skutecznie walczyły z nowotworem. Problem w tym, że dawka potrzebna do takiej terapii jest tak duża, że aż toksyczna dla organizmu, a dodatkowo eksperyment, o którym mowa, został przeprowadzony in vitro, a jak trafnie zauważył autor tego artykułu:

[...]you can kill tumor cells in vitro with just about anything if you crank the concentration high enough. In vitro experiments can generate hypotheses, but they are inherently highly artificial systems

Przejdźmy do tematu chemioterapii, która jest przez zwolenników pseudonauki odrzucana, z powodu tego, że niszczy człowieka. Nie jest żadną tajemnicą, że powoduje skutki uboczne, ale wykazuje potwierdzone naukowo działanie terapeutyczne (sprawdź odnośniki na końcu artykułu). Lecz zanim zabrałem się do pisania tego tekstu, postanowiłem poszperać w sieci w poszukiwaniu niepotwierdzonych informacji na temat nowotworów. Natknąłem się na artykuł Chemioterapia wykańcza ludzi a nie rak! – twierdzi dr Hardin B. Jones. Nie zamieszczę do niego linku, bo szerzenie głupoty to nie moja działka, wspomnę jedynie o zadziwiającym fakcie, że strona, na której znajduje się tekst, jest prowadzona przez studenta medycyny. Zaś w artykule pojawia się takie oto zdanie:

Lekarz z Berkeley, California uważa, że chemioterapia w 97% nie przynosi efektów






Kłopot w tym, że ów lekarz zmarł w 1978 roku, a co więcej, jego praca obejmowała dane z badań  z pierwszej połowy XX wieku. Musicie też wiedzieć, że pacjenci, którzy wzięli w nich udział, cierpieli z powodu raka w zaawansowanym stadium, więc praktycznie niemożliwe było ich wyleczenie. Tak więc konkluzje lekarza z Berkeley były niewłaściwe już w jego czasach, a obecnie są po prostu nieaktualne. W końcu medycyna znacznie się rozwinęła.

Ustaliliśmy więc, że informacje zawarte na załączonym obrazku to półprawdy i naditerpretacje, od których można dostać raka (pozwoliłem sobie użyć internetowego slangu). 

Nie chcę tutaj przepisywać fragmentów artkułów z innych stron, dlatego po prostu podam ciekawsze z nich:
O chemioterapii:
Snopes.com oraz Science based medicine
Mity o raku:
Hopkins Medicine

wtorek, 25 kwietnia 2017

Teoria świadomości

Jakub Bączyński

Daniel Dennett w swojej książce obiecuje przedstawić teorię świadomości, która pozwoli na lepsze spojrzenie na to zagadnienie. Świadczy o tym przede wszystkim ambitny tytuł Consciousness explained.

Dennett porusza niewątpliwie ciężki temat, gdyż trudno tu o niepodważalne, empiryczne dowody. Świadomość zdaje się być czymś niematerialnym, leżącym poza strukturą anatomiczną mózgu, dlatego nie jest łatwo badać to zjawisko. Autor skupia się więc na rozważaniach filozoficznych i eksperymentach myślowych, przeprowadzając czytelnika przez różne koncepcje świadomości. Dennett prowadzi swój wywód stosując obrazowy język i liczne alegorie, zapoznając przy tym czytelnika z różnymi problemami badania świadomości. Koncentruje się przede wszystkim na swoim modelu starającym się wyjaśnić fenomen świadomości - rysuje koncepcję wielokrotnych szkiców, która mówi, że przez mózg równolegle przechodzą rozmaite informacje i tam są redagowane, przez co otrzymujemy świadomy obraz jakiegoś zjawiska.

Tak przedstawia się konstrukcja książki. Jeśli chodzi zaś o ocenę wywodów Dennetta, sądzę, że poniższy cytat jest bardzo akuratny:
It feels like a good attempt to figure something out that won't be figured out for another twenty years.[opinia o książce z portalu Good Reads źródło : Wydaje się to być dobrą próbą wyjaśnienia czegoś, co nie zostanie wyjaśnione przez kolejne dwadzieścia lat]
Innymi słowy, książka jest ciekawa i warta przeczytania, natomiast nie zapewnia wystarczająco dobrego modelu świadomości. Krytykę teorii autora możemy odnaleźć choćby w tym artykule Bogusława Wójcika. Więc tym bardziej polecam książkę, by każdy mógł wyrobić sobie własne zdanie nie tylko na temat twórczości Dennetta, ale także na temat prób wyjaśnienia świadomości.

piątek, 7 kwietnia 2017

Mit neuronów lustrznanych

Jakub Bączyński
Być może niektórzy z was słyszeli o neuronach lustrzanych - komórkach, które uważa się m.in. za podstawę empatii. Od czasów ich odkrycia w latach dziewięćdziesiątych naukowcy przenieśli je na różne płaszczyzny neurobiologii, starając się rozwiązać zagadki wielu fenomenów, np. wykształcenia się języka. 

Gregory Hickok rozkłada teorię neuronów lustrzanych na czynniki pierwsze i odwołuje się do eksperymentów, które doprowadziły naukowców do uznania neuronów lustrzanych jako podstawy wszystkiego. Przy tym punktuje niedoskonałości samych badań, jak i błędy związane z nadinterpretacją, bądź błędną interpretacją ich wyników. W tym kontekście warto przytoczyć fragment przedmowy:

[...] co stanowi ogromy walor niniejszej pracy, to wykorzystywane przez autora krytyczne spojrzenie na teorie naukowe, twierdzenia i wyniki badań.
Nie sposób się z tym nie zgodzić. Po lekturze książki czytelnik z pewnością będzie musiał zrewidować swoje poglądy na temat neuronów lustrzanych, ale przede wszystkim zrozumie słabości niektórych badań naukowych. Zdolność ich wyłapania to bardzo ważna umiejętność w czasach, w których media publikują sensacyjne informacje ze świata nauki, oparte na nadinterpretacjach rzeczywistych badań.

Hickok w swojej książce zapoznaje czytelnika z historią przypadkowego odkrycia neuronów lustrzanych u małp, a następnie przeprowadza go przez wszystkie ich zastosowania w neurobiologii, wieńcząc swój wywód prognozą odnoście przyszłości tych komórek. Przede wszystkim jednak uświadamia, że ogólnie przyjęta teoria nie ma podstaw naukowych, została zaś chętnie przyjęta przez rozentuzjazmowane środowisko naukowe - wydawało się, że dokonano odkrycia na miarę DNA. Mit neuronów lustrzanych nie stanowi jednak jedynie krytyki, autor prezentuje również swoje poglądy na omawiany temat. Z tych względów sądzę, że książkę warto przeczytać.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Templatelib